Joasi Stępińskiej, Czarnoksiężniczce
od pieca do pieca
świeć panie, trzy dwa
żar się rodzi, rośnie
w upiornym bogactwie żelaza
nie będziesz miał bogów
ale zaklęte w szkło mydlane bańki
chwała temu co różdżką stworzył
wrzask
i dnia siódmego amputował siebie
doktor artur, jeden w trzech kulach
w rękawiczkach lepi dwoje dzieci
żuje kredę, rozgniata
zakrzepły w glinie mit manekina
w jego uranowym brzuchu wschodzi
ze zgliszcz żołądka stromy księżyc
doktor artur ucieka od zmy-
słów do spędzonych baśni
których mokre amonity strzelają na sprężynkach
z obrośniętej średniowieczem tektury
doktor artur zaszywa rozpękłe łuski kolan
hoduje rdzę na policzkach sióstr karmelitanek
pasé i blasé, rusztowanie
dźwiga skrzydła jego zamku
dietetyczna manna ginie w rozpadlinie grudnia
rozpala artur matkę boską ogniotrwałą
Pani Joannie Kazik
Sur le pont d'Avignon
walczą panowie niewidzialni.
Wróciłem i przerzucam nad poręczą
papierowy talerz.
Liście wyłażą z gałęzi jak balony.
Pod słupem rozwiana Cyganka prze-
szczepia mi dłoń. Niebo rośnie,
grafitowe jak zegarek bez cyfr.
U Joasi mam drugi różowy minus
z których mój nowicjat zbuduje sobie
klatkę. Dzieci znów noszą torby
i sweterki pełne długich soczewek.
Biskup Donald z guzem jak malinowa pluskwa
wrócił chyłkiem na swój niezagojony obraz:
- Jakże to, krzywi się czubata głowa, prześcieradła
zamiast ikon? Czaszka z opłatka? - Głupiaś,
rzekłem, bo domokrążcy pukali już do drzwi.
Zdziwienie rozpełzło się jak zimne mleko
na schodach. Tym razem królewna nie była
z marcepanu, n'est-ce pas?
Policjanci po kryjomu zamalowują nazwy ulic.
Lewy nadgarstek przygląda mi się gdy klękam
na kamiennej płycie wynalezionej przez Inków.
- Pinokio na zastępcę tronu! - zrzędzi Biskup.
Na głowie sterczą mi włosy wyrzeźbione przez wiatr.
Przecież to niemożliwe, kochany pamiętniku. Ale
ziemia, rozumiem, jeszcze się kręci? I tramwaje
wciąż jeżdżą po ulicach, czerwone?
ciętą ma gębę
pocieszną
sznur perłowy
haczyków
na czaszce łysej
pierzasty wąż
sterczący z gardła
oczyma dwa
wierci i wlepia
czy wróg w rogu
czy mruk w mroku
czy kruk w stawie
złamany
życiorys opowiada
dżdżownicy
i dziobie po zębach
przedługi jest
jak oszczep
ale zawsze niedoszczep
albo przeszczep
taki to mężczyzna
Oszczepan
kołek ma
kłaki ma w oku
i oko-
puluje
na okrągło
z wyprutą
kobietą Polideą
od dawna na nadmiar
boskich pomysłów
martwą
a ten maluje
zbyt obraz
"odchylenia statystyczne
w społeczeństwie
umiarkowanych Eskimosów"
a przydusza zdławia
inwokuje
"ogryzko z kosza szarego"
a ono leżało
utrupiałe suchutkie
ogonko drobne
w słoneczko tkało
we łzach
pod skurczoną semantyką
"objął ją i potrząsnął nią"
za to głos umięśniony
puchnie
aż wypuchnie
wciąż groźnie rośnie
mleczko przylizuje
po karmowe
Jestem robaczywy i właściwie nie
Boję się wampirów. Zaspana kura
Chrupie orzeszki prażone w miodzie.
O, pierwsze Godoty za płoty. Pijani
Goście łapią za kark trzeźwe kobiety.
Ale jakie tam one trzeźwe.
Maria Sierota wali głową w rynnę.
Piękło jest szpetne, nie ma co.
Serwetkowe smoki gryzą się i czkają
Oprószone brzoskwiniowym pyłem.
Domokrążcy bawią się w chowanego: Żyły
Podrzynać! Łamignatnice nakręcać! Suknie
Prać! I w dyrdy, nawlekać pająki
Na strąki a bąki w kabłąki. Per Jehovam,
Gehennam, et consecratam aquam. Cholera
Wie, czyja to okolica. O, jaka wielka trąba.
Wieś tańczy i śpiewa, wali w gliniane dzbanki.
Mesdames et monsieurs, was machst du?
To jest piosenka o karaluchu
A Obrębskiemu chuj w dupę. Gdyby tak
Nie było, tobym wam powiedział.
Polewam się rytualnie resztkami herbaty.
Rogata kura kuca na drodze, sra.
Raz, dwa, trzy, Babajaga patrzy.
rozmazana
dokładnie na
granicy
zasięgu mojego
teleskopu który
poleruję
codziennie czystą
szmatką
odcinaną po strzępku
z barwnej płachty
rozwieszonej gdzieś
na strychu obok
mapy
i atlasu kwiatów
ponad
trójnogim stołkiem
odsuniętym do kąta
bo przeszkadzał
przystawić drabinę
do pękniętej
szybki
nie większej
od dłoni
i tłustej
od kurzu
przez którą
rano
obserwuję
z bliska
wieżę kredową
Czy pyta-
nie pyta czy
też nie pyta
a jeśli
nie py-
ta to
czym
jest je-
śli nie
pyta-
niem?
Marian pisze o robakach,
siedzi zły i nędzny jakiś.
Wżdy głupota leży w znakach
I we mgle durnieją znaki.
Marian pisze o robakach
i w pokracznych znakach grzebie
a robaki na bosaka
po spleśniałym chodzą chlebie.
Marian pisze o robakach,
dupa go od krzesła boli,
a robaki w powijakach
namyślają się powoli.
Marian pisze o robakach,
mruczy gnuśnie i donośnie,
a robaki siedzą w krzakach
i każdemu głowa rośnie.
Marian brystol w garści chudej
zmiął i rzucił w kąt wilgotny
a robaki, szuje rude,
gotują mu los sromotny.
Marian się na wyro rzucił,
we łbie czarnym miele znaki.
Śpi. A we śnie, z mrocznej chuci
pożarły Mariana robaki.
Traktat o diabłach,
część pierwsza
Gdzie pani dzisiaj była?
miałam ale nie byłam
pytali się mnie żeby poszła i dzisiaj
do opydy optrii ptryfifi
a mnie też tam
Czy doktor Nie nasz Jakże z nim
to było nieciekawie z tymi
mleczko jakieś mleczko i jabłka
zdaje się jakieś jabłka
razem połączone
no, a najwięcej się boję to
Majster przyniósł parówki.
Majster mówi że będzie koniec świata. Podobno
księżyc leci na ziemię czy coś. Kulesza powiedział
że znowu przez milion lat nie będzie dinozaurów.
A potem powiedział że majster to cienki bolek.
Dałbym mu w pysk ale majster mówi
że Kulesza to kapuś.
Srać mi się chce.
Ale nie pójdę do kibla. Bo jak jebnie
to mogę zostać na takim kawałku ziemi
gdzie będę tylko ja i kibel. Ale Kulesza
by mi zazdrościł że mam kibel.
Pacjenta podłączono
do wykrywacza kłamstw
i zapytano czy jest Napoleonem.
Nie - odpowiedział.
Wykrywacz kłamstw
wykazał że pacjent
kłamie jak najęty.
Nic się nie stało
bo nic się nie działo
1.
Był sobie paź
Co jadał maź
I była też królewna:
Gnuśny był paź,
Żarł swoją maź.
Królewna była zwiewna.
2.
Wszyscy szli oglądać pożar
który miał być następnego dnia,
ale znaleźli tylko światło
z otwartej lodówki, siennik,
a na nim kartkę z napisem
"Dopędź swój popęd".
Jurkowi
Kazik mówi że Jurek mówi że ja mówię
że lubię grudy w kawie. Jurek powiedział
Kazikowi: "Marian mówi, że lubi grudy
w kawie". Kazik tak mówi. Kawa jest z torebki.
I nie kawa, tylko cappuccino, ale tak się mówi.
Kiedyś mówiło się, że kawa jest
z paczki. I że dobrze, jak chociaż grudy są.
Teraz nie ma paczek ale co tam.
Nie oglądaj się za siebie bo ci z przodu
Pan zajebie, jak to mówią. Sory, wymsknęło mi się.
Romana też nie ma. Kazik mówi że Roman
wróci ale Kazik zawsze tak mówi. Może
Roman przyśle Kazikowi kawę w paczce? Roman
nie pija kawy ale nie mówi że są grudy. Roman
w ogóle mało mówi. Może dlatego że go nie ma.
Jurek mówi że nie lubi jak są grudy w kawie.
Ale może on tylko tak mówi. Powiedziałem
Kazikowi że nie mówiłem Jurkowi że lubię
grudy w kawie. Grudy można rozmieszać. Ale
ja tego nikomu nie powiedziałem.
Wprawiłem sobie nowy mózg. Będę
komponował, pa-ram ra-ta-pam, na pia-
Nie, może posiedzę trochę na skrzynce
piwa. Mój nowy mózg pika i tyka, tik-
Nie, wykąpię się i wytrę mózg do sucha.
Trę-trę, siedzę na skrzynce piwa, ręce
śmierdzą mi kompostem. Ale nic to bo
wprawiłem sobie nowy mózg.
Niedosłyszałem chyba bo zdawało mi się,
że powiedziałaś "kociako-laska"
i byłem ciekaw, o kim. Dlaczego tak. Ale ładnie,
zdawało mi się. Jak kiedy mówiłaś
o dzieciach-ukwiałach
i że w bananach są żmije. Drzewa pachniały
siekaną pietruszką,
ulice jak dziuple, rumuniątka przykręcone do ścian.
Więc musiałem się przesłyszeć, bo
kiedy powiedziałaś
"kocia kolaska" nie rozumiałem. Ale przypomniał
mi się
Kot w Butach, dopiero kiedy miał buty mógł jeździć
kolaską, karetą, karocą. To miało sens. Szaleństwo,
śpiew i taniec. Hopsasa. Kółko graniaste. W razie czego
zbić szybkę i nacisnąć przycisk. Ucieszyłem
się,
że znowu ktoś będzie czytał Kubusia Puchatka,
ale ty powiedziałaś "kocia kołyska" więc
chyba niedosłyszałem a teraz znowu nic nie rozumiem.
Z powrotem do Mauzoleum maryanizmu
(k) Hotel Maryan. Wszelkie prawa zabronione pod karą.
Ostatni raz poprawiłem błendy ortograficzne: 20 czerwieca 1998
Email: marek@tranglos.com
URL: http://www.tranglos.com/marek/largactil/manekiny.html