Palec pod budkę i inne wyliczanki

Marek Jedliński











Dowód osobisty

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
dziś rodzi się wrzesień i dzwonki eks-
plodują w dziecięcych świętych główkach,
czy znacie już Marcusa?
czy znany wam Marcus? he-he, ja,
elegancka pensjonarka, ja,
gorący, wykąpany do czysta, ja,
błękitna meduza, wchłaniam wszystko,
wszystko asymiluję i w końcu widzę
nawet czerwoną latarnię świata, zabawne
słońce które właśnie rozpiłowuje
drewniane chmury na wysokiej tablicy...
w dzień odsłonięcia mojego pomnika
odczytajcie byle jaki ustęp z książki
kucharskiej, zgoda? a już nieprzyzwoite
słońce wzeszło z pomiędzy ud
horyzontu i znowu jest
żeby wyjaśnić chłopcom pąsy dziewcząt
w siódmej klasie, choć jeszcze nie
przeczuwają, a ja, z bólem prawej
strony głowy, krajobraz wariuje
w moich dłoniach, he-he, i na nic twój opór
panie władzo, czytelniku
o czym ci z ulgą oznajmiam.


Oda

(machając na do widzenia pani Agacie Filipczak)

Gdzie jest Marian, usłyszałem
dosypując do mizerii szczyptę majeranku, cztery samoloty
udowodniły na niebie twierdzenie Talesa
smugami kondensacji a słoneczny saksofon zawodził od rana,
taksówki jazgotały ptasio, podchody-schody-kły.
       Krawat
ciasno pod szyją, niebieski jak mój niebieski paszport, poemat
         seria PP nr 318945 na okładce
miedziany orzeł patrzy w prawo jak na
przejściu dla pieszych
       w Londynie.
Niektóre części mojego ciała są prawdopodobnie z plastyku.
Jogurt
         płynie ulicą a z re-
portażu wynika że w więziennym radiowęźle cenzura nie istnieje
i czy ciemności "egipskie" nie są mniej niejasne od czerni "biblijnej"?
Cztery rzędy czarnych lusterek pod palcami jak miernik refleksu: ktoś
mógłby uznać że jestem nerwowy: ktoś
musiał to wszystko sam wymyślić: tę dziewczynę
w kolejce do pocztowego okienka która
powiedziała mi co znaczy hunky dory gdy spytałem nagle
Roberta i on nie wiedział. Wykąpałem się.
         "Panie Marianie,
piszę do Pana, żeby poinformować,
że czasami jest mi smutno, że zamiast Boga
jest rzeczywistość. Do niej za cholerę nie idzie
się modlić."
         Początek listu od Roberta
podpisano: Kwinto, Londyn, 17 marca, dziś jest 29 i gorąco jak w pudle
gitary basowej.
           (Myślałem o Monice i jej [.....] ale częściej
myślę o Agacie, zaręczonej z Miśkiem vel Bawołem,
srebrne obrączki! - Agata poleci z Londynu do
Nowego Jorku, a stamtąd w cztery dni autobusem do
Kalifornii, więc napisałem jej wiersz.)
No więc gdzie jest Ma-
Kocie łby satelitarnych anten na pobliskich dachach
strzygą uszami, celują w moje pogryzione usta, jakby szukały
nowej gwiazdy. Muszę
wysuszyć włosy, uczesać się no i spinki, okulary, sygnet (nic
z tego, naprawdę). Gwiżdżę. Jest
         świetnie: matematyka
narysowana w powietrzu parą wodną! Przerażenie, zero
zdolności syntezy. W marcu holenderskie tulipany
w lipcu Tower Bridge. Popołudnie Mariana:
     w rozchmurzonej
rozpiętej kurtce zajmowałem pozycję siedzącą w tramwaju linii 4
po prawej stronie twarzą w kierunku jazdy z pojedynczą
żółtą frezją w dłoni.
Tramwaj nie jechał ulicą
Jedlińskiego, musiałem się upewnić, rzadziej używaj
słowa "muszę", dosyć moralności nie-
wolnika,
przystanek stracił się i po-
jechałem za daleko, wiedząc już gdzie jestem.


Oda

Robertowi Foltynowi w Londynie

Na tyłach Konsulatu Brytyjskiego (Warszawa, ul. Wawelska 14)
drzwi mają klamkę tylko od wewnątrz ale błękitne wizytówki
samochodów wynagradzają niegościnność.

Byłem też na ulicy Rutkowskiego, orkiestra grała bez sensu
Czerwone Maki, prosto w oczy pomarańczowa żarówa snack bar stop
więc wypiłam owocowy napój i zjadłam zapiekankę: xero xero xer-i na-

gle na ścianie stalin not dead a obok wisielec głową w dół, spadł
drobny deszcz i wpadłem głową w grubego brązowego księdza z prze-
szczepioną wątrobą, otworzyłem parasol i wtedy uśmiechy dziewcząt

 f  u g a

dlaczego to miasto stalowe"A niewiasta,
miasto stalowe i głodnektórą widzia-
dlaczego żar martwyłeś,
płynie ulicamijest to
dlaczego mury zastygłeWielkie Miasto
chylą się ku mnie powolimające władzę
dlaczego zielona goryczkrólewską
sączy się z ust miastanad królami ziemi"
dokąd porywa mnie słońce(Księga Apokalipsy)
i potworny ból głowyfotokopie fotokopie fotokopie

zapłonęły i zgasły. Na najniższym z niewielu stopni wiodących do
Kościoła Św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu (serce Chopina)
siedziała sennie żebraczka: monety w tłustej puszce po rybach.

Niemal naprzeciwko lwów kupiłem album Blake'a z obrazem pt. Newton:
muskularny myśliciel z cyrklem na dnie morza, z portretem Ducha Pchły
(we śnie telewizor rozmawiał ze mną twarzą diabła, mój mózg zmyślał

lekarskie zaświadczenia bieg w górę przez podwórza i pokoje wąskie
schody zamknięte drzwi po dziecinne kłamstwa różowe
rzeźbione płytki odpadały gdy pięściami waliłem w ściany na dnie

szafy nadpsute kanapki notatki przyniosły mi świat od i do i widziałem
też inne miejsca, przed księżycem zaciągnąłem zasłony...) i otwieram
żeby schować przed deszczem pocztówki a tam głowa

róży, ciężka
z dziwnie słonecznym słupkiem
robaka, na ziemi. To

wszystko. Na dworcu spotkałem Elę i w przedziale pierwszej klasy
było straszliwie gorąco, wyłączyliśmy ogrzewanie ale pot. Zadzwoń. Muszę
znaleźć wiadomość którą mi zostawiłeś w toalecie na lotnisku. Twój

Marian.
PS. Jest pierwszy kwietnia. Uśmiechy dziewcząt zapłonęły i zgasły.
Chciałem spać w ciemności i ciemność została mi pokazana.


Sposób

tak mi bezkształtnie
smutno
smutno
pusta szklanka

hipopotam znowu pożarł
cicho śliczna deszcz
tyle dzieci wokół i
nagość opuszków

chyba rozwalę
chory i mi smutno że
najświetniej pragnę

dotknij wgłąb
wywracam się a tam
garnitur


Protest song na urodziny Królowey

Furtka do świra zamknięta na druciany haczyk jak drzwi kibla
w Kotlinie Wiśniowych Much sięga mi do ramion. To był
upalny czas kiedy Agata nosiła spódnice z dnia na dzień

krótsze, graffiti śpiewało hortex walczy a
dobry doktor Chmay nie
ubrał mnie w biały szlafrok (moja głowa

była pucharem lodów orzechowych) więc Agata
wyjechała zostawiwszy mi nieoblizaną
łyżeczkę, a Robert pisze że zjadła w restauracji

13 ślimaków i Chińczyka ze śliną, a ja - na
śniadanie kanapka z niebem i gra w pomidor'a:
Boże, spraw

żebyś był (tylko lakierowaną rzeźbą) co nie jest
łatwe odkąd wróciłem z Warszawy, ary-
stokratyczny anarhista topless, Maryan

z Alicji z Maryana i mięśnie Biblii
zaciskają się na wilgotnej tajemnicy... (patrz:
Historia Kompletna Zazdrości Seksualnej, cz. 17-24) a

tam kawiarnia drgnęła na moment w posadach
gdy Pod Kaktusami połyskującymi zielono
jak moje oczy piłem kawę i szminką

kupioną w prezencie zapisywałem
zielone zdania na lustrze stolika.
Jeden kolec zachowałem jako amulet.

Rozumiem, że Polska musiała
zakontraktować londyński deszcz który płucze
moją szklaną głowę i chiński wazon

ciała, by w dzień Oficjalnych Urodzin Jej Wysokości panował
dostojny upał i Królowa
zawiesiła na szyi słońce (confetti

zaplątane w oślepiających koronkach) a-
le mój kieszonkowy teleskop jest wrażliwy
na wilgoć i nie znajdę nowej gwiazdy, a może niech

żyje Królowa z Maryanem precz! który ucieka
w Maryana w jednej asymptotycznej osobie (viola tricolor)
którzy rozwidlają się na prawo i lewo-

brzeżnych, w końcu gdybym miał nie zobaczyć, a czemu
nie, Agaty w Londynie, Królowa Elżbieta
II niech i tak żyje, tym bardziej ile

obłędnych dziewczyn śpi w solariach a szczególnie
Maryan niech żyje precz! ze śladami przyszłości
w rozdeptanych fusach kawy na parkiecie i słodkiej

śmietance w moim kocim pokoju, nie:
Chińczyków nikt nie ułaskawi ale nas może ułaskawi
deszcz, Jezus Maryan nie

idź tam, w białą szparę zakazu wjazdu
ktoś wtrysnął sprayem błękitne FUCK:
przeklną mnie i udławię się krewetką


Tak jak było

przesunąłem słońce
w róg pokoju
pod najstarsze stalaktyty
i trochę mi przez to niewygodnie

otwierać drzwi
ale i tak wyszedłem rano po gazetę
to znaczy żeby ją podnieść z kałuży
rozciągnąć na czarnym dywanie

i rozmazywać pergaminowymi palcami
druk
i materię w pobliżu
aż ogień usiadł na płetwach okien

i zamazałem pięciolinie na mych palcach więc-
ale obiecuję
wszystko inne pozostanie
tak jak było


Wyliczanka 1989

Jesteś już dużym chłopcem, Marku - zaraz zaraz, jak to, czy komuś z nudów
zachciało się sprawdzać naszą tkliwą moralność? jeszcze mój atak śmiechu trwa,
tak nie można,
rum-tum-tum, tra-la-bum: kroplówka w ataku czkawki, niech nikt nie śmie
przyklejać elektrod do mojej drogocennej skóry, atak śmiechu jak
przerywany sygnał którego nikt nie odszyfruje, tą odą rejestruję moje
zdjęcie czarno-białe, niepozowane, na długo przed śmiercią (i dlatego nie
nadające się do żadnej antologii) a teraz poważnie, bo czasem żartujemy a
czasami śpiewamy, jestem przecież jabłuszkiem, zielonym jak mój osobisty
dowód, święta litania i serce, nawet pozwolę się skontrolować, w końcu
codziennie są czyjeś urodziny, bardzo proszę: psychoanaliza? wolne
skojarzenia? automatyczny zapis? rentgen? a może teleturniej,
przesłuchanie czwartego stopnia? ależ proszę, nic do oclenia i nic dla
cenzury, a więc buźka i spokój, bo w Japonii właśnie zmarł Hirohito,
pierwszy cesarz po którego śmierci mali Japończycy nie popełniają seppuku
w historii (a do końca nic nie było pewne), świetnie,
i boski wicher igra tylko w piaskach pustyni i ja żyję coraz bardziej i
trwa mój atak śmiechu, rum-tum-tum, tra-la-bum, i wszyscy żyją dalej i
będą żyć, i to akurat jest rozwiązłe.


Kolęda 1988

światło się cofa przed narodzinami skostniałego boga
czarny i siny pan niebios z ziemią u nogi wymiotuje
hostią czarnej mszy a jego pajęcze dłonie przełamują
lodowe stężenia i są gotowe do modlitwy
do kurew o kolorowych szklanych twarzach
do modlitwy o cząstkę ojcowskiej spermy
do modlitwy o mleko z piersi matki starej panny o światło ale światło się
cofa przed panem niebios nagim
który już wie że nikomu nie sprzeda świata nawet królom
że marek jedliński umrze w drodze przez jędrne liście
że święty mikołaj wpełznie na czworakach z nożem w zębach
że sylwestrowy słoneczny i twardy trzeci król
to vampyr


Bajka

Wyleciałem nad poziom.
Zawsze to wyżej.

W sumie - nic szczególnego.
Widok, przez chmury, monotonny.

Powietrze chłodne.
Słoneczko wcale nie bliższe, przysięgam.

Brak punktu oparcia, nie sposób nad sobą panować.
Nuda i prosta droga do schizofrenii.

Miałem szczęście wyrżnąć głową w dryfującą kłodę.
A może to była trumna.

Grunt, że spadłem, zamroczony, w tłum.
Zawsze to raźniej.

Co noc moja rozpacz uskrzydlona
łamie sobie kręgosłup.


Historia filozofii

(Agnieszce Lavinii)

zamiast Opali po 120 kupuję Lucky Strike po 980
a czy to róż- cienie ptaków przemykają
na przeciwległej ścianie, ojciec umarł wkrótce
na zawał serca, jego ojciec też i też
bardzo dawno temu, kiedyś zapaliłem
trawkę, tak świetnie, głęboko chciałem i
przecież nie poczułem zupełnie nic, chyba byłem za-
wiedziony, literki zwęglają się w mojej dłoni,
l-u-c-k-y, a później s-t-r-i-k-e, kiedyż to
ostatni raz lepiłem bałwana, my już nie pamiętamy
ortografii, czy Rudolph Hoess
pisze się z 'o' w nazwisku czy może bez, w ostatnim
wznowieniu poprawili Eliotowi Shakespeherian Rag-
na Shakespearian, o czym i tak nie było mowy
w tłumaczeniu, mamy więc powszechne rozbrojenie, nawet
wyrzutnie rakiet w Niemczech pocięto na złom, żadnych
cieni! to przecież twoje urodziny, Agnieszko i do tego
niedziela... teraz tak wcześnie wstaję, o piątej
jedenaście zajdzie słońce lecz na razie w pokoju
brzmi jego zimowy blask, jest drugi października
1988 roku i może zadzwoni telefon, przytyję
po dobrym obiedzie, już wiem
po prostu powydzieram mnóstwo kolorowych papierów
z Time'a i z kalendarzy i zanim ktokolwiek wróci,
a miasto jest pełne poezji w oknach, będę ciął
confetti, confetti
zawsze jest potrzebne, wiem to z pewnością
choć o tobie
nie mam pojęcia


Oda

zwyczajna
ulga z sennego
koszmaru warta
nie mniej niż
piątka z poezji
angielskiej (trzy
kretyńskie dni
nawet
do WC z
wierszem) a
już przez
chwilę czułem
się dorosły ale
ważne żeby zdążyć

zdążyłem
dziękuję
żółtym drzwiom
sprawnym palcom
i szarej wstędze
(koleżanki po lewej
mają w
różowe kwiatki)

człowiek
jest
czysty

tak ciepło i cicho
że nie
śmiałbym unieść
się nad szept
gdybym nie
był sam

wartki strumień
zmywa dla mnie
błękit
porcelanowej doliny
myślę że wkrótce niektórzy będą zmuszeni destylować wodę
a inni odcedzać i statystyka zgonów uzależni się od
produkcji destylatorów wzgl. sitek na tys. mieszk.
zależnie od stopnia higienizacji

i jeszcze z
satysfakcją
okrywam się
myślą o paz
nokciach
łamanych w
tej chwili przy
rozpinaniu guzików a
także o niemowlętach

i jeszcze w
szumie
upalnego węża
ponawiam
czynność od 20
wieków przeklętą
ale człowiek
jest
czysty i
jeszcze pieszczota
dłoni w białej
subtelności
przy
czym
zawadzam włosami
o lustro

nagle wracając
do jedwabnego
akwarium pokoju
zdrowy i cały
znowu jestem
spragniony i
widzę
że narcyzy w słonecznym wazonie
też


Palec pod budkę

(nam)

Sny niektórych bogów (powiedział Robert) a szczególnie debiutantów (ja)
są pachnące, transerotyczne! "Marek, co ty teraz robisz." Teraz piszę.
Ja mam wszystko czego mi potrzeba, a oni dają pieniądze, jak oni o tym myślą?
Zdenerwowany, teraz piszę.
Moje zwinne wyliczanki pozwalają się uwodzić i rozbierać
do naga, wymagają tylko taktu. Bez skrępowania pozują do
aktów (pasta do zębów i szampan w pocałunku, zdążyłem przed północą umyć
zęby) całkiem nieromantycznie: światło tysiąca betlejemskich gwiazd nie
przenika ich i nie podnieca tak nieodwołalnie jak pojedynczy strzał
flesza i światło powraca, już nie zagraża mu jałowość bożego narodzenia.
A ja, dziwne, okrutne że Ewa musiała być czarna, codziennie horror, jaki
tam ze mnie aktor, na jakich podskórnych głębokościach zalega kruszec
mojej krwi. Latem
w uzdrowisku gdzie spałem całkiem sam i sam jadłem na ławce lody a
słoneczny biały płyn kapał mi na spodnie co upodabniało mnie do wodzów
murzyńskich klanów wzniecających zimne pióropusze dreszczy w dyskotekach
zakochiwałem się w nowych dzieciach bez duszy zakochanych w sobie,
szukały w fontannie echa, w nowy rok pewnie przesypiają północ,
przekrzykują się jakby ich zażyłość trwała dłużej niż ich życie,
wyzywająco salutują przed siebie wyciągniętą ręką, jak akt, Palec Pod
Budkę! Palec Pod Budkę! Palec Pod Budkę! jak wyznanie, a też donos na
wszystkie moje zapomnienia -
a ja, dziwne, w to upalne południe nagle rozhuśtany krwią i pełen
wyrzutów sumienia, powiadam do kruchego mikrofonu w dłoni: wy, wcale nie
śpiące, poznacie mój najcenniejszy zapach, dla mnie tajemniczy.


Auto da fe

ja sam
pulchny i czerwony
zacząłem uporczywie blednąć

moja prawa ręka
pulchna i czerwona
wessała krew i oderwała się

reszta ciała
bielutka i lekka
pognieciona na środku pokoju

moja prawa ręka
cisnęła mnie z obrzydzeniem do kosza
na stos zabazgranych papierów


Oda

dzisiaj znowu nie będzie padać i znowu
wydam dzisiaj całą masę forsy na kwiaty

po co marzłem w autobusie o czwartej nad ranem gdy śmiech wyrwał się z
gardeł przebudzonych kretyński śmiech

zabawa
zabawa

w im mądrzej tym głupiej: obłęd a ja, wykrzyknik
czuję się lepiej bardzo to znaczy koszmarnie, śmiech

sam sam sam jak najbardziej ja
jestem starym cynikiem

pogrzeb ciotka dawała mi pieniądze
pogrzeb ciotki nie ma

proszę zabrać ode mnie to słońce panie
dziękuję

ja Marek Jedliński
ja Marek Jedliński

Stachura jest co, beznadziejny i winny jest Stachura
Kerouac jest jest i nic chociaż jest idę

murkuczliwy
ja

zabawa
ja podsłuchujący

"wychodzi pan czy fszetpan
o fszetpan to nicstego"

niech mnie ktoś na przykład zamorduje
papierosy kupię, kupię sobie, sobie kupię, kupię

ja Marek Jedliński
ja Marek Jedliński

z prochu powstałeś i w proch się przekręcisz
Wódki, wódki!

Piotrze przyjdź wreszcie inaczej nie skończy się ten wiersz
wiersz ten się skończy nie inaczej wreszcie przyjdź Piotrze

czy wiecie że rastafaraje kłamią
czy wiecie że murzyni biorą nasze dziewczyny że ja

czy wiecie że ja, tak, Jedliński Marek
to ja niestety (tak pse pana) tylko nie ja wiecie

czy ja to elektryczny silnik, czy ja to pudło po biustonoszach czy ja to
słynny magazynier SDH "Central" ja, Marek Jedliński!

czy ja to nie przypadkiem, dzień dobry! czy ja to się jeszcze okaże, czy
ja to spadochron, falochron swój, Marek Jedliński!

czy sekundnik to ja! czy jelito moje ślepe to także nie
jestem ja!

czy ja to rzecz
czyja to rzecz

ja Marek Jedliński, ja ski, Ja-jarek jaaa Jjedddarek ma ma-miński rek rek -a-
Ja, Szanowny Pan Marek Jedliński. Żegnam Szanownego Pana... rzy-

czy łatwą panienką jestem ja, nie. przecież jestem milicjantem albo nie
byłbym-że też doktorem na kamiennych schodach dżumy jego dżumą i

trudno wymagać ode mnie bycia siostrzyczką ale bratem swoim i żołnierzem
szmelcowanym pieskiem w łatki jestem ja:

ja Mareczek Jedliński
ja Maruś Jedliński

(Piotrze: 0123456789)
paralitykiem astmowym, pijaną gębą jestem ja, nieszczęsnyyyy, Marek Je

dliński!!!
polazłem w góry, woda kapała, słońce kapało, przylazłem z gór!

nie jestem ja juhasem baranów kastrować nie pragnę ja ani ja kastrowanym
barankiem obudzić się nie pragnę, dziś dziś

rtęć nie wypełnia mej rozgałęzionej czaszki ale morze nafty! rzy-
serduszko moje zielone skrzypi uroczyście, piłą tarczową jestem

ja, Indianka, Marek Jedliński, eskimoski ojciec prezydenta ja, zapoznany
mistrz świata w pchnięciu kulą, Marek Jedliński!

ja jestem, czy nie jestem arcydziełem człowieka z Cro-Magnon! ja z oślej
skóry bęben, zjada mnie własny garnitur, mój ptak!

Marek Jedliński to upiór, chudy upiór, mokry i spróchniały las ja Marek
Jedliński mam imadło w żołądku, heeej!

z moich rąk wyrastają kominy, rozdygotane wiklinowe
różdżki, moje wirujące nieomylne wahadełko, moje biedactwa

ja Marek Jedliński, jedyny polski kosmita, członek były honorowy
modliszka ja, moja głowa to wielki platynowy medal, dziecię!

ja który zżeram słoneczniki
ja który zżeram zgwałcone truchła słoneczników, ja motyl

ja który jutro jadę do Warszawy, ja który wróciłem z Warszawy Marek
Jedliński który stoję naprzeciw zgrzanego tłumu, narooodu

Marków Jedlińskich, ja w karczmie pełen piwa przynoszę wam świat w
kurwach, ja którego najbardziej potrzebuję

zrzucić z siebie, Maryan, Miętek, Morfirion, ja w dyskotece co chwila
odpadam od swych dojrzałych owoców, ja Mistrz Bez Figur -a- -a-

ja Marek jeszcze Jedliński, niemowlaczy broń
boże słowiczy, kolczyk z kompaktowej płyty, most za daleko

ja który otrzepałem spodnie i wyszedłem z drewnianych objęć kościoła ja
który chcę ja

i który uciekam przez głowy
podwoje na oścież

Marek Jedliński zrywa się
w popłochu, rozgniata muchy na szybach, muchy, lepkie muchy

obsiadają ramiona naszych kobiet, włażą w usta, muchy
rozgniatane zębami do nieprzytomności, mdleją bezmyślnie w cieniu

płuc, muchy czarne i błękitne, muchy, obsiadają piersi
naszych kobiet, skrzydełka much skrzypią jak węgielki

ja dezodorant w sprayu, nie nagrzewać, nie dziurawić, nie napełniać
powtórnie, chronić oczy, przed użyciem wstrząsnąć, ja nembutal -a-

ja cukier kryształ, koktajl truskawkowy, ja tłusty ja
ja weteran wietnamskiej wojny, ja wpuszczony w kanał ja

ja sekcjonowany płomieniem lasera, ja dźwig
ja z sercem jak sztanga, hebanowy klawisz

ja trwam-ratatatam-trwam
ja Marek Jedliński rozpuszczam się, wyciekam, kapię daleko

ja uśmiech
kota

a jednocześnie, proszę państwa, spadają balkony z balkoniarzami i
sputniki smutne fotografują naszą rozkopaną pościel

czy to nie wstyd, tyle zabawy, a gdzie człowieczejstfo
coca cola coca cola coca cola coca cola coca cola aids

czy mógłbym prewencyjnie splunąć
w pysk co przez ramię mi zagląda

posuń się
księżycu

manifest mój
Rrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr -a- -a-

ja, zapiekanka, wieczny rzy- ży-
odpoczynek

ja, tak
oooch, kiedyś wrócę, w niebieskim krawacie, pogryzione pięści

czy wiecie że marek jedliński
jednak się kręci

marek jedliński kłębi się wgłębi się w żart
jakim jest... o Piotrek przyszedł

18 sierpnia 1989


Roślinka

w jej brzuchu przez chwilę kwitnie słońce
a ja mam małego boga w suchej celi
przywiązanego rzemykiem do okna
rano pozwalam mu się umyć i na spacer
popycham go patykiem a bóg potyka się
słońce w jej brzuchu kwitnie przez chwilę
a mój niewidomy bóg znowu dzwoni
cynową łyżką o cynową miskę
ja nie przez roztargnienie ani smutek
on musi nauczyć się jeszcze wielu rzeczy
kwitnie słońce przez chwilę w jej brzuchu
a mój zawistny bóg już nawet nie szepcze
noc w noc z uporem dzwoni łyżką o miskę
aż rozciągnięty na mokrej pościeli
krzyczę niech się stanie
w jej brzuchu słońce kwitnie przez chwilę
a mój epileptyczny bóg wykuwa gwoździem słowa
swej szalonej ewangelii
w milionach komórek mego maleńkiego mózgu
Pirlipatka wylazła z łazienki i pieprzy

Z powrotem do Mauzoleum maryanizmu


(k) Hotel Maryan. Wszelkie prawa zabronione pod karą.
Ostatni raz poprawiłem błendy ortograficzne: 23 lipca 1997
Email: marek@tranglos.com
URL: http://www.tranglos.com/marek/largactil/wyliczki.html